W skrócie
- Radny Warszawy, będący jednocześnie lekarzem, jest przedmiotem wielotorowego postępowania wyjaśniającego.
- Zarzuty dotyczą nieprawidłowości w rozliczaniu czasu pracy w jednej z miejskich placówek medycznych.
- W grę wchodzą astronomiczne zarobki sięgające 1,7 miliona złotych rocznie.
- Sprawą zajmuje się obecnie prokuratura, izba lekarska oraz władze stolicy.
- Kontrole mają sprawdzić, czy praca faktycznie była wykonywana zgodnie z podpisanymi kontraktami.
Wielka afera finansowa wstrząsnęła warszawskim samorządem. Jeden z miejskich radnych, który zawodowo wykonuje zawód lekarza, znalazł się w ogniu pytań dotyczących jego działalności w jednym ze stołecznych szpitali. Sprawa dotyczy gigantycznych kwot, które miały trafiać na konto medyka-samorządowca – mowa o zawrotnej sumie 1,7 miliona złotych rocznie. Teraz postępowanie sprawdzające wobec radnego prowadzi prokuratura, a równolegle swoje działania podjęła izba lekarska oraz odpowiednie departamenty Urzędu m.st. Warszawy.
Z ustaleń śledczych wynika, że przedmiotem zainteresowania jest przede wszystkim rzetelność rozliczeń czasu pracy. Pojawiły się podejrzenia, że lekarz mógł figurować w grafikach szpitalnych w godzinach, w których w rzeczywistości nie świadczył usług medycznych lub przebywał w innych miejscach, wypełniając swoje obowiązki radnego. Sytuacja ta budzi ogromne kontrowersje, zwłaszcza w kontekście publicznego finansowania ochrony zdrowia w Warszawie. Władze miasta, po otrzymaniu pierwszych sygnałów o możliwych nadużyciach, zdecydowały się na przeprowadzenie szczegółowej kontroli dokumentacji kadrowej i płacowej w placówce, w której zatrudniony jest radny.
Sprawa ma wymiar nie tylko finansowy, ale również etyczny. Środowisko lekarskie przygląda się działaniom rzecznika odpowiedzialności zawodowej, który ma ocenić, czy postępowanie radnego nie naruszyło zasad etyki lekarskiej. Jeśli zarzuty potwierdzą się w toku prokuratorskiego śledztwa, samorządowiec może stanąć przed poważnymi konsekwencjami prawnymi, w tym zarzutami o wyłudzenie środków publicznych. Dla wielu mieszkańców Warszawy jest to sygnał, że kontrola nad wydatkowaniem miejskich pieniędzy w jednostkach podległych ratuszowi wymaga zaostrzenia.
Obecnie radny nie złożył jeszcze publicznych wyjaśnień, które w pełni rozwiałyby wątpliwości dotyczące jego rekordowych zarobków. Obrońcy radnego podkreślają, że praca lekarza specjalisty jest wyceniana wysoko, jednak organy ścigania skupiają się na pytaniu, czy za tymi pieniędzmi stała realna praca przy łóżku pacjenta. Czy 1,7 miliona złotych to efekt ciężkiej pracy, czy może systemowej dziury, którą wykorzystał wpływowy polityk? Odpowiedź na to pytanie poznamy po zakończeniu prac prokuratury, która zabezpieczyła już niezbędną dokumentację medyczną i finansową. PulsWarszawa.pl będzie monitorować tę sprawę, aż do momentu wydania ostatecznych rozstrzygnięć przez odpowiednie instytucje.
